Po zjechaniu z promu ruszyliśmy w stronę Älmhult – niewielkiego, ale znanego na całym świecie miasteczka, w którym narodziła się IKEA. Cel: IKEA Museum.

Po drodze do Älmhult zatrzymaliśmy się jeszcze wcześniej na jednym z parkingów przy drodze E6. Trzeba przyznać – szwedzkie przydrożne parkingi są fantastyczne. Ten oferował pełny serwis przyczepy: uzupełnienie wody, opróżnienie zbiorników, czysto, spokojnie i bezpiecznie. Świetne miejsce na krótki postój – a gdyby był wieczór, pewnie zostalibyśmy na noc.

Nocleg pod Muzeum? Da się!

Dojechaliśmy pod samo muzeum około północy. Zmęczeni, ale zadowoleni – tym bardziej, że mimo długości naszego zestawu (samochód + spora przyczepa kempingowa), udało się bez większych problemów zaparkować na darmowym parkingu tuż przy muzeum. Miejsc nie brakowało, a nawet w ciągu dnia, gdy zrobiło się tłoczniej, nasza przyczepa spokojnie mogła wyjechać.

Czasem trzeba jeszcze popracować…

Po wypiciu porannej kawy, musieliśmy jeszcze dokończyć jedno ze zleceń online (czyli klasyka pracy w drodze). Dopiero wtedy mogliśmy z czystym sumieniem ruszyć na eksplorację muzeum.

Zwiedzamy IKEA Museum

Bilet wstępu to 60 SEK za osobę dorosłą, dzieci i młodzież do 18 roku życia – za darmo. Już na wejściu pozytywne zaskoczenie: każdy odwiedzający dostaje pakiet kreatywny do wykonania własnych przypinek. Świetna atrakcja, nie tylko dla dzieci – nawet ja dałam się ponieść wyobraźni. 😉

Muzeum podzielone jest na trzy główne strefy:

Wystawa czasowa – w naszym przypadku poświęcona projektantom IKEA. Wielkie wrażenie zrobiła na nas… lampa w kształcie konia. Trochę surrealistyczna, ale totalnie w stylu IKEA.

Wystawa stała – pełna historii marki, od samego początku po współczesność. Są ciekawe punkty interaktywne – można np. ubić masło (tak, serio!) albo przetaczać głazy. Każda dekada rozwoju marki ma swoją przestrzeń – w tym elementy związane z Polską: plakat zespołu Mazowsze, a nawet quiz z pytaniem o datę wejścia IKEA do Polski!

Piętro kreatywne – przestrzeń do twórczych działań, a przypinki to tylko część zabawy.

Restauracja – znana, ale nie taka sama

Na miejscu oczywiście restauracja IKEA, której zjedliśmy obiad. Są tutaj pewne różnice w stosunku do standardowej restauracji IKEA. Po pierwsze: lepsze jedzenie, przynajmniej według naszej rodziny. Po drugie: ceny nieco wyższe. Przykład? 12 pulpecików za 99 SEK, podczas gdy w zwykłej IKEA – 16 sztuk za 79 SEK. Ale smak i jakość wszystko wynagradza. Dodatkowo oprócz standardowych deserów sates takie, których nie znajdziecie w zwykłej IKEA. Kawa i woda jest w cenie biletu 😉

Ruszamy dalej!

Po kilku godzinach zwiedzania i pamiątkowym zdjęciu z żółto-niebieskim logo, ruszyliśmy dalej w stronę Norwegii. Po drodze kolejny krótki postój – znów na świetnie wyposażonym, darmowym parkingu z serwisem. Gdyby nie było jeszcze wcześnie, spokojnie moglibyśmy tam zostać na noc.

Finalnie zatrzymaliśmy się na nocleg nad jeziorem – kolejny darmowy parking z opcją serwisu, z widokiem, którego nie da się kupić. Skandynawia naprawdę wie, jak zadbać o podróżujących kamperami.

Podsumowanie dnia:

✅ darmowy parking pod IKEA Museum – nawet dla długich zestawów, ✅ wygodny serwis przy trasie E6, ✅ kreatywna wystawa i mnóstwo interaktywnych atrakcji, ✅ pyszne jedzenie (trochę droższe niż w standardowej IKEA), ✅ i nocleg nad spokojnym jeziorem. Czy można chcieć więcej?

Skandynawia? Zdecydowanie TAK – szczególnie z przyczepą i rodziną na pokładzie! 🚐💙